Nocny Kochanek - fotorelacja z Wytwórni

Nocny Kochanek – relacja z Wytwórni


Decydując się na "Randkę w ciemność" z Nocnym Kochankiem, wiedzieliśmy jedno: na pewno nie będzie wiało nudą. Nie spodziewaliśmy się jednak, że potężny zastrzyk energii wbity w naszą żyłę będzie tak efektywny. Wytwórnia musi stać na naprawdę solidnych fundamentach, skoro po tym koncercie jej mury nie runęły! Działo się wiele, fani w tak ekspresyjny sposób okazywali Nocnemu Kochankowi swoje uwielbienie, że po wszystkim wyglądali jak ekipa rozczochranych żywych trupów. A my razem z nimi!



Zespół promował swój ostatni album "Randka w ciemność", który odbił się tak silnym echem wśród wielbicieli ciężkiego brzmienia, że jego promocja przeciągnęła się na II część wielkiego tourne "Trasa w Ciemność". Słynący z humorystycznych, ostrych językowo i niekiedy abstrakcyjnych treści piosenek zespół, pokazuje dystans do otaczającej nas rzeczywistości. I ma z tego niewątpliwy ubaw, czym tylko przekonuje do siebie coraz większą publiczność. W końcu jeśli wykonawcy bawią się rewelacyjnie, również fanom udzielają się pozytywne fluidy.

Podczas niedzielnego koncertu artyści zaprezentowali obszerny materiał zarówno z ostatniego krążka, jak i zaczerpnięty z poprzednich dwóch albumów.

Publiczność była niezwykle aktywna. Skoki, krzyki, dzikie pogo, "fala" zdawały się trwać bez końca już od pierwszych dźwięków "Randki w ciemno" i "Dziabniętego". Gdy wydawało się nam, że na takim szaleństwie koniec, z tłumu tuż pod sceną wyłonił się fan w masce konia. Kontrowersyjny twór stał się niemałą atrakcją "galopując" między ludźmi w rytm metalowo ludowego brzmienia "Koń na białym rycerzu". Nieco spokoju przyniosła ballada "Zaplątany", pochodząca z pierwszej płyty "Hewi Metal", podczas której duża część publiki usiadła na podłodze, niczym harcerze przy ognisku. Nie zabrakło również "Andżeju", piekielnej "Czarnej Czerni" i wielu innych przebojów Kochanków.

Zadbano także o odpowiednie efekty wizualne: cykliczne pokazy pirotechniczne, kłęby chłodnego, sztucznego dymu oraz wystrzeliwane z krawędzi sceny zimne ognie uatrakcyjniły występ i skutecznie przykuły uwagę publiczności.


Supportem Kochanków była łódzka kapela Bodzis, wykonująca muzykę hard rockową oraz określaną luźno jako food rock, czyli wplatającą w treści elementy kulinarne. Mocne brzmienia, ciekawe aranżacje oraz na maksa bezpośrednie teksty charakteryzują Bodzisa. Wokalista Bogdan śpiewa absolutnie o wszystkim, czego może dotyczyć codzienność przeciętnego Polaka. O tym, czym jest "Korporacja" czy "Dziwny kraj" (nadal nie wiemy dlaczego jeden członek z publiczności za "dziwny kraj" uznał Zgierz). Każdy kolejny utwór wypełnia dosyć proste, ale definiujące polskość, muzyczne menu: "Leniwe", "Bryzol", "Mleko" czy "Zbawicielka" (w rozumieniu między słowami "Wódka", czyli drink "dzień po"). Łodzianie byli zachwyceni i nagrodzili kreatywnych muzyków wielkimi brawami.











Tak... to był wieczór pełen krzyków, owacji i... po prostu czystego szaleństwa!

powrót do listy